"Obudziłam się późno, czułam ból
Straciłam moje marzenia i wiarę
Zamykam oczy i pytam siebie:
Czy mam jeszcze szansę?"
Życie.
Krótkie słowo, które ma wiele znaczeń. Każdy człowiek poda inną definicje tego
wyrażenia. Życie to chwila, życie to podróż, życie to labirynt, życie to
puzzle. Jest zmienne, monotonne, nudne, krótkie. Dla jednych ważne, dla drugich
obojętnie. Silni o nie walczą, słabi sami się go pozbawiają. Niektórzy je
kochają, a inni nienawidzą.
Oni
sami nie wiedzieli, jaką definicję życia chcieli przydzielić do swojego
istnienia. Z jednej strony mieli dość, pragnęli rzucić to wszystko i poddać
się. Z drugiej, ich duma i pewność siebie nie pozwalała na porzucenie broni.
Musieli wrócić z tarczą, nie na tarczy. Chcieli poznać szczęście, znów go
zaznać. Nie robili jednak nic, aby zmienić swoje dotychczasowe życie. Nic, co
mogłoby pomóc im sprecyzować, czym to życie było.
~*~
Siedział
w biurze i bawił się breloczkiem, który zostawiła na ławie w swoim pokoju.
Jedyna rzecz, której nie schowała i pozostawiła na wierzchu. Zastanawiało go,
czy zrobiła to przypadkowo, czy też miało to jakiś głębszy cel. Chciał wierzyć
w to, że jednak miała coś na myśli, zostawiając niepozorną rzecz na blacie.
Pragnął sobie wmówić, iż pozostawiła ten drobiazg, aby to właśnie on go znalazł
i przypomniał sobie o niej, zatęsknił za nią. Nie umiał wytłumaczyć, czemu tego
tak potrzebował. Był przekonany, że ona go potrzebuje, tęskni za nim, nie
poradzi sobie bez niego.
Pewnie, że nie poradzi – pomyślał. W końcu, gdyby nie
on, z niej już by nic nie było. Zapiłaby się, zaćpała, ktoś by ją zgwałcił.
Było wiele możliwości, każda prawdopodobna. Nie brał pod uwagę tego, że gdyby
nie namieszał i nie wysłał fałszywego listu do jej ojca, Bella mieszkałaby z
nim. I jego nową rodziną.
James
Moore miał jednak wszystko pod kontrolą i otrzymywał raporty z Volterry.
Wiedział, co jej ojciec robił, czym się zajmował i co miał w planach. Nigdy nie
pozwoliłby na to, by dowiedział się, że jego córka żyła i ma się całkiem
nieźle, jak na trupa. Poza tym, że została prostytutką. Czasami jednak
rozmyślał… Czy człowiek taki jak Charlie Swan chciałby mieć za córkę dziwkę?
Może wolał żyć ze świadomością, że jego ukochana, mała dziewczynka już nie
oddychała. To mniej bolesne od świadomości, że kurwiła się na lewo i prawo. Że
żyła, ponieważ pobierała pieniądze za seks.
Zdecydowanie.
Ale
nie był gotowy ponieść tego ryzyka. Nadal wolał trzymać Swana z dala od
Chicago. Gdyby jednak jego teoria była błędna. Nie mógł stracić Isabelli.
Przynosiła mu za wiele zysków. Poza tym, lubił się z nią zabawiać i nie miał
zamiaru z tego rezygnować. A utrata jej byłaby dla niego bolesna. Już wtedy nie
wiedział, co ze sobą zrobić. Na szczęście, jej nieobecność miała trwać tylko
kilka dni i już niedługo powinna do niego wrócić. A wtedy on się nią zajmie i
nie wypuści przez kilka dobrych godzin.
Żałował
tego, że dał jej ten urlop. Jej miejsce było przy nim i nic nie powinno tego
zmienić. Wiedział też, że musi się dopytać, po co były jej te dni wolne. Skoro
była jego własnością, musiał wiedzieć o takich rzeczach. Gdyby tylko miał mniej
na głowie, już wtedy zająłby się odszukaniem jej i sprowadzeniem z powrotem. Do
jego boku, tam gdzie zawsze powinna być i tęsknić za tym miejscem. Za nim.
Nie
chciał się przyznać, ale dotknęło go to, że nie dała żadnego znaku życia. Ten breloczek
sprawił, że w jego głowie powstał istny huragan. Myśli mu wirowały i nie miał
obiektywnego wglądu na tę sprawę. On za nią tęsknił, nie powinien tego czuć.
Czuł też coś gorszego. Złość na nią. Czemu postanowiła podrażnić go tą małą
błyskotką? Czemu nie da znaku życia? Nie odwiedziła go, nie zadzwoniła. Nic.
Musiał
ją znaleźć.
~*~
Siedział
w „Paradise”, na tyłach, za kuchnią, gdzie znajdowało się pomieszczenie
specjalnie dla niego. Tylko stąd mógł dojść do tej części piwnicy, w której
przetrzymywał nielegalne prochy i broń. I nikt z pracowników o tym przejściu
nie wiedział. Nikt oprócz jego braci, którzy też byli w to zamieszani.
Siedzieli w tym od dawna, on jednak nigdy nie mógł pozbyć się wyrzutów
sumienia, że ich w to wplątał.
Czasami
myślał, że Cullenom byłoby lepiej bez niego. Wiele namieszał w ich życiu,
wyrządził wiele krzywd i nie był dobrym człowiekiem, nie będzie nim. Nie z
grzeszkami jakie ma na sumieniu. Czasu nie da się cofnąć. Mógł się zmienić?
Nie. Nie pozwalała mu na to przeszłość.
Wiedział,
że Esme i Carlisle starali się z całego serca i chcieli mu zapewnić szczęśliwe
dzieciństwo. On jednak nie mógł się tym cieszyć, starał się, naprawdę chciał
zapomnieć, ale nie umiał. Często czuł do siebie żal. Był do niczego, skoro nie
mógł nawet przyjąć akceptacji ze strony rodziny. Może nie całkowitej. Emmett i
Jasper dokuczali mu, gdy zorientowali się, że ich rodzice skupiają się bardziej
na nim, a nie na własnych synach. Oczywiście, byli wtedy dziećmi i takie
zachowanie szybko dobiegło końca. Bracia Cullen wraz z upływającymi latami
coraz bardziej rozumieli, dlaczego rodzice poświęcali tyle czasu Edwardowi.
Wcześniej
nie wiedzieli.
Dwunastoletni chłopak siedział w
swoim pokoju. Wszyscy byli już na dole, ale on nie chciał schodzić za wcześnie.
Katorgą dla niego było to, że w ogóle musi tam zejść. Patrzyć na nich,
uśmiechać się. Nie chciał niszczyć świąt, ale to nie było jego miejsce. Nie
czuł się niechciany, ale wiedział, że to nie jego czas.
– Edwardzie, zaczynamy! –
usłyszał głos ciotki.
Próbował, tak jak prosiła,
nazywać go mamą. Ale nie umiał. Nawet w myślach sprawiało mu to trudności. Ona
nie była jego mamą. Na szczęście, rozumiała to i nie zmuszała go do tego.
Powiedziała tylko, że jeśliby chciał, może nazywać ją mamą, bo ona kocha go jak
syna.
– Już idę! – rzucił.
Nie chcę – pomyślał.
Spojrzał na okno. Wstał i powoli
do niego podszedł. Otwarł je i spojrzał w dół. Mieszkał na piętrze, ale do
ściany budynku była przypięta drewniana kratka, która przytrzymywała różne
rośliny ciotki. Nie był za ciężki. Właściwie walczył z niedowagą. Belki powinny
go utrzymać. Eksperymentalnie pociągnął za jedną z nich. Nic. Zaryzykował i
wyszedł, stając na nich.
Wtedy po raz pierwszy uciekł z
domu.
Westchnął
i pokręcił głową, chcąc przerwać wspomnienie. To były pierwsze święta, które
tak bardzo schrzanił. Potem, każdego następnego roku, było jeszcze gorzej.
Pamiętał,
że wtedy, gdy po raz pierwszy uciekł Cullenowie od razu zaczęli go szukać.
Wujostwo było szczęśliwe, gdy znalazło go całego i zdrowego, niedaleko od domu.
Siedział w parku, marzł i myślał. Nie chciał wracać do domu.
Emmett
i Jasper nie odzywali się do niego przez długi czas. Miesiąc, może dwa.
Krzyczeli na niego, gdy starsi nie słyszeli, że zniszczył im święta i go
nienawidzą. To jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że to nie jego
rodzina. Nie miał prawa tam przebywać.
–
Edward – powiedział Emmett. Wszedł do gabinetu, nawet nie pukając. Edward tego
nienawidził. Prywatność była dla niego bardzo ważna, a Emm nigdy tego nie
przestrzegał. Nie pukał, wtrącał się w nieswoje sprawy i wszędzie wtykał tego
ciekawskiego nosa. Nic nie można było z tym zrobić. Taki już był.
–
Mam nadzieję, że to coś ważnego, skoro nie miałeś czasu na to, by zapukać –
odpowiedział miedzianowłosy. W jego głosie było słychać irytację, ale Emmett
nie zwracał na to uwagi.
–
Moore dzwonił. – Edward od razu podniósł głowę. Wcześniej by go to nie
zainteresowało, ale teraz, jedna z dziwek Jamesa jest u niego w domu.
–
Dalej – ponaglił brata.
–
Nic nowego. Dupek potrzebuje prochów, brzmiał jak desperat. Nigdy gościa nie
lubiłem. Mam nadzieję, że tym razem po dragach skoczy z mostu – zarechotał Emmett.
W
przeciwieństwie do Jaspera, Emmettowi pasowało to, co robi. Nie miał wyrzutów
sumienia, że niektórzy ludzie mogą ginąć, ponieważ zostali zastrzeleni z broni,
którą oni sprzedali lub przedawkowali dragi od nich. Jasper był tym wrażliwszym
bratem Cullen i często nie radził sobie z tą myślą. Alice, jego żona, wiedziała
że coś go gnębi, ale jej mąż zawsze unikał odpowiedzi.
Przez
wszystkich młodych Cullenów Edward był uważany za najtwardszego i najmniej
wrażliwego. Przynajmniej do czasu, gdy zobaczyli jego zdjęcie z dzieciństwa. Po
tym nie wiedzieli, czy współczesny Edward żyje z maską, czy to, co kiedyś
przeżył tak bardzo go zmieniło.
–
Mówił konkretnie czego potrzebuje?
–
Mała ilość, pewnie dla niego. Wierzysz w to, że taki ziomek jak on nie ćpa?
Edward
wstał i minął Emmetta.
–
Ja się tym zajmę, zamknij restaurację – rzucił mu klucze i wyszedł, zostawiając
go samego.
~*~
Nie
wiedziała jakim cudem dała się na to naciągnąć. Cały czas miała ochotę wziąć
Hope na ręce i wrócić do domu. Wolała już z nią gotować, niż łazić po
szpitalach. Bo właśnie tu ją mała zaciągnęła.
W
duchu śmiała się z Edwarda, gdy dał się ubłagać dziecku, a teraz sama…
To
powoli robi się żałosne – pomyślała. – Ja robię się żałosna.
Przemierzała,
trzymając dziewczynkę za rękę długi korytarz. Ich celem były windy, które jakiś
dureń umiejscowił na samym końcu. Weszły i Hope wcisnęła odpowiedni guziczek.
Ona już tu była, więc ona prowadzi.
Po
chwili znalazły się w białej sali.
–
Cassie! – krzyknęła sześciolatka i podbiegła do łóżka. Kobieta odwróciła się i
uśmiechnęła. W głębi serca miała nadzieję, że to znów Cullen z nią przyszedł.
Zdziwiła się, gdy zobaczyła Bellę.
Wzdrygnęła
się. Za każdym razem, gdy widziała brunetkę, ta wydawała się jeszcze bardziej
wredna, zimna i nieczuła. Patrzyła na nią pustym wzrokiem, bez żadnych uczuć.
Zaczęła się martwić, co jeśli taka jest przy Hope? Ta mała zasługuje na coś o
wiele lepszego.
Cassandra
ma już to do siebie, że odkąd przeżyła dni po Jamesie jest dobrą duszyczką i
stara się pomóc każdemu we wszystkim. Źle się czuła z tym, że Belli nie udało
jej się uratować od tego potwornego człowieka.
–
Witaj, Bello – powiedziała, sadzając sobie Hope na kolana.
–
Cześć. – Usiadła na krześle.
Nie
przejawiała żadnych chęci na dalszą rozmowę.
~*~
–
Chciałbym ją odwiedzić, ale nie mam na tyle odwagi – pokręcił głową. Jego żona
westchnęła i przeczesała jego, już powoli, siwiejące włosy. Wiedziała, że jest
mu ciężko i już od dawna myśli o wyjeździe, ale nigdy się na to nie zdecydował.
A
ona nie chciała go ponaglać. Widziała, że cierpiał i nie miała zamiaru na niego
naciskać. To jego decyzja, a ona nie ma nic do gadania.
On
musi uporać się z przeszłością i tym, że wini się za śmierć córki. Ona i ich
syn jest jego przyszłością.
________________________________________________________________________
WITAJCIE! JAK MIŁO DO WAS WRÓCIĆ, ZNÓW PO NIEDŁUGIEJ PRZERWIE! JESTEM Z SIEBIE DUMNA, SKROMNIE MÓWIĄC, ALE ZOBACZYMY JAK TO BĘDZIE, GDY ZNÓW ZACZNIE SIĘ SZKOŁA. JEDNAK... NIEDŁUGO FERIE ;3
DZIĘKUJĘ WAM ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM.
Z MIŁYCH WIADOMOŚCI MAM JESZCZE TO, ŻE ZOSTAŁAM NOMINOWANA DO LIEBSTER AWARD I POJAWIŁA SIĘ STRONA Z ODPOWIEDZIAMI. DRUGĄ, NIECO WAŻNIEJSZĄ, JEST TO, ŻE WYBRALIŚCIE MÓJ BLOG, BLOGIEM ROKU 2014 I POJAWIŁ SIĘ ZE MNĄ WYWIAD TU:
BARDZO, BARDZO WAM DZIĘKUJĘ. MAM WRAŻENIE, ŻE O CZYMŚ ZAPOMNIAŁAM, ALE OKEJ ;-;
I TAK JAK ZWYKLE, PROSZĘ O KOMENTARZE. DLA WAS TO CHWILKA, DLA MNIE WIELKA MOTYWACJA!
WIEM, O CZYM ZAPOMNIAŁAM ;d JEŚLI KTOŚ CHCIAŁBY BYĆ INFORMOWANY NA GG O NOWYCH, TO RAZEM Z KOMENTARZEM, NAPISZCIE SWÓJ NUMER GG! OSTATNIO ROBIŁAM CZYSTKĘ I MAŁO, CO MI ZOSTAŁO. A MOŻE KTOŚ NOWY WOLI BYĆ INFORMOWANY PRZEZ GADULCA ;D
Pozdrawiam,
CM Pattzy
